🎂 ROK BLOGA ❤️‍ + FIT RUNO LEŚNE


Myślę, że nie ma lepszego sposobu na rozpoczęcie postu z okazji pierwszych urodzin bloga niż to zdjęcie, które idealnie obrazuje, że rok temu, 24 kwietnia, podjęłam dobrą decyzję. Decyzję, która nie oznaczała jedynie upublicznienia mojego bloga, którego stworzyłam już dobre kilka miesięcy wcześniej, ale jednocześnie przełamanie własnych lęków przed wystawieniem się na opinię publiczną i na dobre rozpoczęcie walki z własną sylwetką.

Tak długo czekałam na tą symboliczną datę, że aż nie wiem, co mam teraz napisać, bo brak mi po prostu słów.

Chyba należy zacząć od...

❤️‍ DZIĘKUJĘ ❤️‍

Choć jedno "dziękuję" to za mało, aby wyrazić moją wdzięczność. 
Dziękuję za miłość, wsparcie, którym mnie obdarzyłyście. 
Dziękuję za to, że byłyście przy mnie, gdy tylko wątpiłam w słuszność tego, co robię. 
Dziękuję za każdą rozmowę, którą wspominam z uśmiechem na twarzy, a przede wszystkim waszą wyrozumiałość, jeśli chodzi o czas oczekiwania na odpowiedź (jest was tak dużo, że się nie wyrabiam, ale oby było was jak najwięcej). 
Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, którymi sprawiłyście, że moja samoocena wzrosła o 200%. Dziękuję wam za zainteresowanie, które pokazywałyście poprzez wysyłanie własnych pomysłów na posty. 
Dziękuję za każdą reklamę, którą samowolnie, bezinteresownie robiłyście mi na waszych profilach i nie tylko.
Dziękuję za zwracanie mi uwagi na błędy, które popełniałam, popełniam i popełniać z pewnością będę, ponieważ dzięki nim angegar się coraz bardziej rozwija.
Dziękuję za to, że z taką chęcią przyjęłyście mnie w blogosferze, mimo że blogów jest tak dużo jak grzybów po deszczu.
Dziękuję za to, że pozwoliłyście mi spełnić moje marzenia o byciu blogerką.
Dziękuję za wszystko, czego nauczyłam się dzięki wam.

❤️‍ PO PROSTU DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO ❤️‍


Kocham ten blog, a was, czytelniczki, jeszcze bardziej. Teraz, gdy zobaczyłam te tweety (swoją drogą to nie wszystkie, bo wiele się nie zmieściło), jeszcze bardziej uświadomiłam sobie, że warto było zarywać noce i poświęcać większość wolnego czasu na niego. Blog jest dla mnie ogromną pasją, a jednocześnie spełnieniem marzeń, ponieważ odkąd zaczęłam pisać fanfictions o One Direction w 6 klasie podstawówki, zawsze gdzieś głęboko czułam, że chciałabym stworzyć stronę, na której połączę przyjemne z pożytecznym, czyli moją radość z tworzenia i pomoc innym. Niestety długo zwlekałam z tym przez to, że przejmowałam się opinią innych. Bałam się również, że jest tak wiele blogów, że nikt nie będzie chciał czytać moich wypocin, a co się z tym równa - poniosę druzgocącą klęskę, którą będą mi wypominać przez następne miesiące. Aczkolwiek trzeba się liczyć z tym, że każda decyzja w życiu ponosi za sobą złe i dobre konsekwencje, a ciężka praca może zaowocować. Na szczęście pewnego dnia stwierdziłam, że życie jest za krótkie na to i nie mam zamiaru w wieku pięćdziesięciu lat siedzieć nieszczęśliwa na kanapie i myśleć "co by było gdyby". Teraz jestem sobie tak bardzo wdzięczna za to, że to zrobiłam, mimo że przez pierwsze dwa miesiące starałam się być kompletnie anonimowa.


16.04.2016 r. blog osiągnął liczbę 100 tys. wejść. Dla jednych dużo, a dla innych mało. Ja jestem bardzo zadowolona z tego wyniku (żeby już nie mówić, że dumna). Nie potrafię nawet sobie wyobrazić wizualnie tych wszystkich ludzi, którzy przewinęli się przez angegar. Dalej jestem w szoku, szczególnie, że na ten moment blog ma już 103 tys. wejść! Jestem bardzo ciekawa ile uda nam się osiągnąć do przyszłego roku... Tak, NAM, bo to w pełni wasza zasługa!

Jednak cyferki nie są ważne, a interakcja z wami. Pomimo tego, że na blogu jest komentarzy tyle, co kot napłakał, bijecie wszelkie rekordy na twitterze! Codziennie dostaję masę wiadomości, którymi pokazujecie mi jak bardzo wam zależy na blogu, a ja naprawdę to doceniam. Uwielbiam pisać z wami, poznawać was, dzielić z wami szczęśliwe i złe momenty, motywować was!

Równocześnie wiele się nauczyłam przez ostatni rok - poszerzyłam swoją wiedzę na temat zdrowego odżywiania i ćwiczeń, wzmocniłam moją motywację, dowiedziałam się więcej na temat relacji między ludzkich, a także jak skutecznie wpłynąć na człowieka, żeby zmienić jego nawyki, pomóc mu, zmotywować go. Miałam także "przyjemność" doświadczyć po raz pierwszy na własnej skórze czym jest współpraca, której niestety nie wspominam zbyt dobrze - swoją drogą pierwszą propozycję dostałam zaledwie po trzech miesiącach od założenia bloga, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło.

Było też mnóstwo cudownych momentów, których nigdy nie zapomnę. Szczególnie miło wspominam moje urodziny, które wypadają w październiku i pomimo tego, że blog dopiero raczkował, dostałam tyle wzruszających życzeń, że moja komórka nie nadążała aktualizować powiadomień na twitterze. To był zdecydowanie jeden z najlepszych prezentów jaki wtedy dostałam! Kolejnym wspaniałym wspomnieniem jest nazwanie mnie "Drugą Ewą Chodakowską" przez Dominikę z Large Means Beautiful - wchodźcie koniecznie do niej!. Chociaż nie dorastam do pięt Ewie, to jednak było to komplement, który naprawdę mnie chwycił za serce i długo zapadnie w mojej pamięci, więc jeszcze raz, bardzo ci dziękuję!


Z okazji roku bloga, postanowiłam spełnić swoje małe pragnienie. Mianowicie już od dawna miałam zamiar zrobić sama ciasto "Runo Leśne" i stwierdziłam, że to idealna okazja. Jest to wypiek dość nietypowy ze względu na to, że do ciasta dodaje się szpinak, ale gwarantuję wam, że jest PRZEPYSZNE!

RUNO LEŚNE (prawie fit)

Składniki na ciasto:
3 jajka
400g świeżego szpinaku, dzięki czemu kolor będzie lepszy (można mrożony)
1 szklanka cukru trzcinowego albo innego słodzidła
3/4 szklanki oleju kokosowego
2 szklanki mąki tortowej/krupczatki/kaszy mannej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

Składniki na krem:
330ml śmietany kremówki + 2 łyżeczki cukru do smaku albo można wykonać krem z mleczka kokosowego, żeby było zdrowiej - przepis tutaj (klik)

Dodatkowo: granat do smaku i ozdoby


Sposób przygotowania:
Szpinak blendujemy (ostrzegam, że jeśli nie macie dobrego blendera, to polecam wam użyć mrożonego szpinaku, ponieważ ja z rozdrobnieniem mojego miałam ogromne problemy i skończyło się na tym, że włożyłam go do mojej sokowirówki Kuvingsa). Jeśli wybierzecie mrożony szpinak, to koniecznie nie zapomnijcie o odlaniu wody, bo jeśli tego nie zrobicie, to będziecie miały zakalec! Następnie ubijamy jajka razem z cukrem i dodajemy wcześniej rozpuszczony olej kokosowy. Przesiewamy mąkę razem z proszkiem do pieczenia do ubitych jajek z cukrem. Nie bójcie się, jeśli ciasto wyjdzie zbyt gęste, bo po dodaniu szpinaku będzie miało idealną konsystencję. Na sam koniec, po wrzuceniu szpinaku, wlejcie olejek waniliowy, który spowoduje, że ciasto nie będzie tak pachnieć szpinakiem (jeśli komuś to przeszkadza).
Przekładamy do wysmarowanej olejem kokosowym i wysypanej bułką tartą, formy i pieczemy w 180 stopniach przez 40-45 minut (w sumie to zależy od mocy piekarnika, bo widziałam, że w innych przepisach piecze się nawet godzinę, dlatego radzę po prostu obserwować ciasto, żeby za bardzo się nie przypiekło, bo będzie za suche).
Aby wykonać krem, należy ubić kremówkę na gęsto, a potem dosypać cukier i znowu ubić albo postępować zgodnie z przepisem na bitą śmietanę kokosową.
Gdy ciasto, się upiecze i wystudzi, obetnij nożem jego wierzch na 2/3 wysokości, a potem pokrusz na małe kawałki. Wierzch 2/3 ciasta, które zostało, posmaruj kremem i posyp pokruszonym ciastem. Jeżeli ciasto jest za suche, pokrop je wodą i dopiero potem dodaj krem. Finalnie posyp wszystko granatem i ciesz się wspaniałym smakiem ciasta.



Jak na razie, nie mam szczególnych planów, co do bloga. Mam jedynie nadzieję, że z każdym dniem czytelników będzie coraz więcej, posty dalej będą się cieszyć popularnością, a mi pisanie dla was będzie sprawiać jak najwięcej radości.

❤️‍ DZIĘKUJĘ ❤️‍

You May Also Like

5 komentarze

  1. I ja również dziękuję :) Jesteś bardzo sympatyczną blogerką, lubię wpadać na Twojego bloga i czytać nowe posty, zawsze mogę się czegoś pożytecznego z nich dowiedzieć. Nie wszystko stąd realizuję - to chyba dałby radę tylko cyborg! - ale niektóre rady rzeczywiście udaje mi się wcielać w życie. Blog jest schludny, dość przejrzysty (chociaż mi osobiście brakuje jakiegoś osobnego miejsca ze spisem postów, ponieważ nie wszystkie pełne nazwy postów się wyświetlają. Może jakiś podział na kategorie jedzenie, ćwiczenia etc) i ogółem myślę, że robisz kawał dobrej roboty. Ufam Ci w tym, co tu wstawiasz - a to też ważne, bo czasami czytam jakieś rady i myślę "taa, ehe, na pewno, co za głupota". Trzymam kciuki za dalszy rozwój bloga i obiecuję, że będę odwiedzać dalej :)
    Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy!
    Frigus :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To niezwykłe jak coś może się zmienić w ciągu jednego roku. Gratuluję Ci tego wielkiego sukcesu i trzymam kciuki za dalszy rozwój Twojego bloga :D!
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie
    andszei.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny post, nie masz za co dziękować ;) Powodzenia w dalszym blogowaniu! :D
    Pozdrawiam
    Zapraszam do mnie http://szum-oceanu.blogspot.com/
    PS: Obserwuję, liczę na rewanż

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję kochanie ! Kocham Twojego bloga i czasem jak się zaczytam potrafię tutaj spędzić ponad 2 godziny czytając Twoje piękne wpisy �� jesteś mega pozytywną osobą , dajesz mi dużo motywacji każdego dnia gdy widzę twoje tweety za co cholernie dziękuję �� jesteś świetna w tym co robisz i nigdy nie przestawaj . To ja dziękuję i życzę ci dalszych sukcesów �� - harryftdollars

    OdpowiedzUsuń