🏫 KLASA SPORTOWA - TAK? NIE? #BTS 💪


Być może niektóre z was w te wakacje podjęły ten sam wybór odnośnie pójścia do klasy sportowej, co ja cztery lat temu. Pewnie zadawałyście sobie wiele pytań - czego mogę się spodziewać? Jak to wszystko będzie wyglądać? Czy dam radę połączyć naukę z uprawianiem sportu?

Będąc szczerą, ja wtedy kompletnie nie wiedziałam na co się piszę. Miałam być pierwszym rocznikiem w nowo powstałej szkole, więc nikt nie potrafił mi powiedzieć jak to wszystko będzie wyglądać, bo nawet trenerzy i nauczyciele nie wiedzieli jak to z nami będzie. Można więc powiedzieć, że zostaliśmy wszyscy "królikami doświadczalnymi".

Dlatego mam nadzieję, że dzisiejszym krótkim postem trochę was od tego uchronię. Nie chcę was ani zniechęcać, ani zachęcać. Po prostu mam zamiar przedstawić wam prawdę o tym jak naprawdę jest być uczniem klasy sportowej. Myślę, że po trzech latach mam już trochę doświadczenia. Ponad to, aby uczynić ten post bardziej wiarygodnym, spytałam moje koleżanki, a także poprosiłam kilka osób na twitterze o to, aby opisały swoje własne odczucia. Bardzo wam dziękuję za udzieloną mi pomoc!


P.S. Wszystkie zdjęcia są z przed dwóch, trzech lat - teraz jestem w 2LO na profilu dziennikarskim, a do klasy sportowej chodziłam przez całe gimnazjum :)



DLA KOGO JEST KLASA SPORTOWA?

Z pewnością dla osób z mocną psychiką, ponieważ trzeba liczyć się z tym, że występowanie na zawodach może być bardzo stresujące, a w chwilach, gdy dzielą nas centymetry od wygranej, trzeba umieć dobrze się zmotywować. Trenerzy także nie są zawsze dla nas wyrozumiali, mogą zdarzać się kontuzje, docinki ze strony kolegów i koleżanek itp. Za to nie jest tylko dla orłów w sporcie  - poszłam do niej, a NIGDY przed nią nie byłam na zawodach lekkoatletycznych, nigdy nie byłam najlepsza z wf (szczególnie w bieganiu). Moim zdaniem wystarczą same chęci, szczypta zainteresowania i choć mała pasja.


ZALETY KLASY SPORTOWEJ:

- możliwość rozwoju w danej dyscyplinie sportowej
- różnorodność zajęć na treningach
- lepsza organizacja czasu - z góry mamy narzucone godziny treningów i po prostu wiemy, że byle wymówka nie spowoduje, że go opuścimy, ponieważ inaczej poniesiemy konsekwencje
- możliwość poznania ludzi z poza klasy/szkoły
- większa motywacja do pokonywania własnych barier, gdy jesteśmy wspierani przez innych sportowców oraz trenerów
- darmowa siłownia z trenerem, która jest w ramach treningów
- możliwość oderwania się od codziennych obowiązków i trosk
- nie musimy już robić dodatkowych treningów w domu*
- większa wiedza na temat ćwiczeń, diety
- lepsza kondycja, a także ogólna sprawność ruchowa (gdyby nie klasa sportowa, prawdopodobnie cały czas siedziałabym przed komputerem i jadła chipsy, użalając się nad sobą, nawet nie myśląc o podjęciu jakiejkolwiek aktywności fizycznej)
- poprawa figury**
- poznanie nowych dyscyplin, których uprawianie nie byłoby możliwe na normalnym wf
- możliwość uczestnictwa w zawodach, na których możemy się wykazać
- odnajdywanie nowych pasji oraz rozwijanie ich
- wiele cudownych wspomnień
- możliwość jeżdżenia na obozy sportowe
- odkrywanie własnych talentów
- podwyższenie samooceny
- łatwiej jest zdobyć 6 z wf
- nabycie umiejętności radzenia sobie ze stresem
- możliwość znalezienia swojego przeznaczenia/drogi życiowej
- medale, nagrody, stypendia sportowe, wywiady do gazet i telewizji
- łatwiej jest się przekonać do fit trybu życia

* z tym, że nie musimy to nie do końca prawda, ponieważ to zależy od profilu waszej klasy, np. z racji tego, że byłam miotaczką, nie biegałam tak dużo i moje treningi głównie skupiały się na powiększaniu masy mięśniowej, więc trudno by mi było zrzucić tłuszcz bez dodatkowych treningów w domu
** z tą poprawą to też nie do końca, bo tak jak wspomniałam powyżej, to wszystko zależy od rodzaju klasy, a także waszego odżywiania


WADY KLASY SPORTOWEJ:

- dużo kontuzji
- dużo kosztów (buty, badania, ubrania, czasem wpisowe na zawody, przejazd na zawody, fizjoterapeuta lub lekarz)
- konieczność robienia badań co jakiś czas w przychodniach sportowych, co w moim przypadku zawsze równało się z kilkugodzinnym staniem w kolejkach
- mnóstwo stresu na treningach, gdy jesteś porównywany do innych zawodników lub trenerzy nie są zadowoleni z twojej pracy
- zmęczenie psychiczne, chociaż w niektórych klubach oferowana jest pomoc psychologa sportowego
- trudno jest pogodzić naukę ze sportem (u mnie kończyło się na nauce do 2 w nocy)
- duże zmęczenie (ja miałam treningi po 2h dziennie, 5x w tygodniu)
- możliwość braku WF w planie (a przynajmniej tak było w moim przypadku, w klasie lekkoatletycznej trenerzy głownie skupiali się na treningach, granie w gry zespołowe w ramach wf było rzadkością i tylko w okresie bez zawodów)
- lekcje odbywają się bardzo długo (ja miałam przez dwa lata codziennie od 8-15, a potem chodziłam na późniejsze godziny i kończyłam o 16)
- brak wolnego czasu w weekendy w okresie startów (zawody, szczególnie lekkoatletyczne, odbywają się zazwyczaj w weekendy, często i w sobotę i w niedzielę)
- mniej czasu na przyjemności i rozwijanie innych pasji
- zaniżenie samooceny, kiedy mamy kiepskie wyniki
- codzienne zabieranie ze sobą dużej ilości rzeczy do szkoły (widać to na wcześniejszym zdjęciu)
- więcej obowiązków, które trudno jest pogodzić bez dobrej organizacji
- trenowanie bez względu na warunki atmosferyczne (bieganie w zimie w śniegu, jesienią w deszczu, a latem w upałach to normalka)
- nie ma taryfy ulgowej dla dziewczyny z okresem (w moim klubie wstydem było zwalniać się z treningu z takiego powodu; takie sytuacje nawet nie miały miejsca)
- trudno jest opuścić trening bez dobrej wymówki i zwolnienia od rodzica/lekarza
- łzy wylewane na treningach


MOJA HISTORIA W KLASIE SPORTOWEJ

Nawet już nie pamiętam co sprawiło, że zdecydowałam się na pójście do niej, szczególnie że nigdy nie odnosiłam wielkich sukcesów sportowych. Wydaje mi się, że chęć podtrzymania rodzinnej tradycji miała na to znaczący wpływ.

Całą przygodę zaczęłam od obozu sportowego, który miał mnie wprowadzić w ten nowy świat. Wspominam go bardzo dobrze, chociaż trudno mi było przyzwyczaić się do dużej ilości biegania. Poza tym, pojawiły się pierwsze zakwasy i treningi 2x dziennie. Jedyne, co źle wspominam, to bieg na 600m na czas, ponieważ po podstawówce nie byłam do tego przyzwyczajona.

We wrześniu 2012 roku wstąpiłam do szkoły dosyć pewnie, będąc gotową na nowe wyzwania. Śmiesznie było być jedynym rocznikiem gimnazjalnym w szkole, ponieważ różnica pomiędzy nami, a niektórymi osobami z klasy maturalnej wynosiła sześć, siedem lat. Na początku nie wiedzieliśmy jak się zachowywać na przerwach, lecz z czasem przekonaliśmy się, że licealiści nie gryzą i możemy czuć się swobodnie.

Zetknięcie się z nowym materiałem oraz nauczycielami było jak chluśnięcie lodowatą wodą w twarz. Z drugiej strony, musieliśmy się przyzwyczaić do codziennych dwóch godzin treningu. Jednak wszystko przyszło z czasem i jakoś przetrwałam pierwsze miesiące.

Pierwsze oficjalne zawody w klasie sportowej, jakie pamiętam, to Mistrzostwa w Sztafetowych Biegach Przełajowych. To był dla mnie koszmar. Nienawidziłam biegać, ale żeby zespół mógł w ogóle powstać, musiałam wziąć w nich udział. Pierwsze zawody poszły dosyć gładko, ale drugie naprawdę źle wspominam - rozchorowałam się i nie było nikogo na moje zastępstwo (nasza klasa była malutka), dlatego musiałam biegać z gorączką, kaszlem i katarem. Natomiast, żeby było jeszcze ciekawiej, potem tak się rozłożyłam, że nie mogłam pojechać na wycieczkę integracyjną nad morze, z którą wiąże się jeszcze długa historia, lecz nie ma sensu jej tutaj przytaczać.

Jakiś czas później dostałam kontuzji kolana, która uniemożliwiła mi uczestniczenie w pełni w treningach. Ciągnęła się przez kilka miesięcy, dlatego nie mogłam wziąć udziału w różnych zawodach i dopiero na sam koniec roku szkolnego trenerzy wypuścili mnie raz na 100m, bo tak naprawdę nie mieli jeszcze pojęcia w czym będę dobra.


Przez te trzy lata tyle ze sobą dźwigałam codziennie w drodze do i ze szkoły, 
że potem w 1LO trudno było mi się przyzwyczaić do tylko jednej torby.


W drugiej gimnazjum, już w pełni zdrowa, zaczęłam szukać dyscypliny dla siebie. Na początku spróbowałam sprintów oraz płotków, bo wydawało się, że do tego się nadaję przez moją sylwetkę, ale nie wyszło (jak się okazało rok temu, wszystko przez uśpioną astmę). Następnie miałam również epizod ze skokiem w dal i skokiem wzwyż i niestety tutaj też odniosłam klęskę. Miesiące mijały, Gimnazjada się zbliżała wielkimi krokami, a ja traciłam nadzieję na to, że znajdę cokolwiek dla siebie, ponieważ biegi długodystansowe odpadały.

I nagle stał się ten przełomowy dzień! Około tydzień przed zawodami, trenerzy wpadli na pomysł zrobienia nam testów na treningach, w których miało okazać się do czego mamy najlepsze predyspozycje. Niespodziewanie wyszło, że bez specjalistycznych treningów oraz techniki, robiąc to po raz pierwszy, bardzo dobrze spisałam się na kuli. Szok, radość, niedowierzanie! Tydzień później stałam już po raz pierwszy w życiu na pierwszym miejscu na podium. Już nie było odwrotu - ja, wysoka, dosyć chuda dziewczyna z patykowatymi nogami, zostałam miotaczką.

I tak już zostało do końca. Zaczęłam trenować dużo na siłowni, mniej biegałam, bicki rosły, a na mojej półce pojawiło się kilka medali, co bardzo, ale to bardzo, bardzo mnie radowało. Do następnej Gimnazjady, spróbowałam jeszcze rzutu młotem, dyskiem i oszczepem, jednak do dzisiaj najlepiej czuję się na kuli. W moim otoczeniu nikt nie może uwierzyć w to, że taka szczupła dziewczyna jak ja, radzi sobie w takiej dyscyplinie. W ubiegły czwartek na zawodach nowi znajomi (a także nauczyciele!) z liceum, kiedy usłyszeli, że zdobyłam złoty medal w pchnięciu kulą, nie mogli w to uwierzyć. Uwierzcie, ich mina była bezcenna i napawa mnie dumą :) Można powiedzieć, że jestem chodzącą niespodzianką.

Myślę, że w pewnym sensie, moja historia może okazać się dla kogoś inspirująca, gdyż pokazuje, że nie warto się poddawać, że prędzej czy później odnajdziemy swoje przeznaczenie.


NAUKA W KLASIE SPORTOWEJ

Najgorszy mit, z którym się spotkałam będąc w klasie sportowej? Ludzie myślą, że w klasie sportowej nic się nie nauczysz i będziesz zbijać bąki całymi dniami, ponieważ nie będziesz mieć żadnych, sprawdzianów, kartkówek itp - po prostu będziesz zdobywać oceny za samą obecność na lekcji. BZDURA!

Wprawdzie nie wiem jak jest we wszystkich szkołach, ale u mnie było zupełnie inaczej. Moja szkoła była połączona z liceum, dlatego dostaliśmy nauczycieli licealnych, którzy automatycznie więcej od nas wymagali. Normalnością były trzy sprawdziany w tygodniu i trzy kartkówki, a nie zapomnijcie o tym, że wracałam do domu po treningach ok. 16.30 i także często dochodziły zawody w weekendy. Bardzo trudno było mi się ze wszystkim wyrobić, szczególnie, że jestem osobą ambitną i od zawsze stawiałam sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Prawie codziennie uczyłam się do pierwszej, drugiej godziny nad ranem. Przez dziesięć miesięcy szkoły bardzo rzadko gdzieś wychodziłam w weekendy, ciężko mi było również znaleźć czas na jakiekolwiek inne pasje (jednak pamiętajcie, ja celuję zawsze na pasek, osoby, które nie mają takich ambicji, z pewnością nie będą miały takich problemów jak ja). Jeśli miałabym opisać jak wyglądałam w tamtym okresie codziennie popołudniu, to zdjęcie blondynki u góry idealnie by to zobrazowało, ponieważ byłam właśnie tak dobita nadmiarem obowiązków.

Dlatego niesamowicie się irytowałam, gdy ktoś mi mówił, że nie rozumie dlaczego tak inteligentna dziewczyna jak ja, marnuje się w klasie sportowej. Wszyscy myślą, że ludzie z klas sportowych potrafią tylko machać rękami i nogami oraz przynosić medale, a to nieprawda. Szczególnie, że trenerzy również dbali o to, żebyśmy się nie opuszczali w nauce. W istocie sztuką jest umiejętnie połączyć sukcesy sportowe z byciem dobrym uczniem w szkole - nie każdy potrafi tego dokonać.


CZY ŻAŁUJĘ?

Przyznam się wam bez bicia - marzyłam o tym, aby klasa sportowa skończyła się jak najszybciej, ale to tylko dlatego, że miałam problem z odnalezieniem w niej samej siebie. Przez pierwsze półtora roku nie mogłam znaleźć konkurencji dla siebie. Ponadto, na skutek uśpionej astmy, miałam o wiele gorsze wyniki niż reszta osób w klasie i było mi bardzo przykro z tego powodu, co jednocześnie mnie niesamowicie stresowało oraz demotywowało.

ALE! Nie żałuję. Nie żałuję, bo gdyby nie to, nie byłoby mnie tutaj. Sport nie stałby się stałą częścią mojego życia i bardzo trudno byłoby mi się zmotywować do walki nad własnym ciałem. Nie dostałabym też wielu cennych lekcji od losu, które nauczyły mnie walczyć do końca, wierzyć w siebie (chociaż nie było z tym łatwo). Dzięki temu, że musiałam połączyć sport i naukę, nauczyłam się w miarę dobrej organizacji czasu. Dlatego jeśli lubicie, np.: pływać, biegać, skakać i czujecie się w tym dobrzy - idźcie do klasy sportowej. Spróbujcie, bo to może być właśnie to "coś". Nie rozwiniecie skrzydeł poprzez chodzenie tylko na zwykły wf.


W zeszły czwartek utwierdziłam się jeszcze bardziej w przekonaniu, że warto było męczyć się przez te trzy lata na treningach, ponieważ wygrałam Licealiadę w pchnięciu kulą. Gdyby nie klasa sportowa, nigdy nie dowiedziałabym się, że nadaję się do tej dyscypliny :)


Mam nadzieję, że ten post okazał się choć troszkę pomocny.

Powodzenia! Nie poddawajcie się! Walczcie o marzenia!

You May Also Like

4 komentarze

  1. Klasa sportowa, to najgorsze co mnie w życiu spotkało. Zmarnowane 10 godzin tygodniowo, które mogłabym poświęcić na inne rzeczy

    OdpowiedzUsuń
  2. Nikt, nigdy nie przekonałby mnie do klasy sportowej. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Osobiście ja słyszałam właśnie wiele dobrego o klasie sportowej, choć swoją drogą zależy też wszystko od podjścia szkoły, nauczycieli czy też samych uczniów jak będzie prezentował się dany profil. Mimo wszystko, dobrze że nie żałujesz skoro do dzisiaj zostały pewnie niektóre nawyki oraz to, że mimo jakiś problemów zdrowotnych ten sport nadal istnieje w twoim życiu i funkcjonuje :)
    Mój blog-klik!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim profilem klasy, ale to i tak byłoby nie dla mnie :p
    Gratuluję sukcesów!
    Mój kanał na yt
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń